Spis treści:
  • Strona główna
  • Kontakt/Mail us!
  • Linki do innych/Links
  • Czytelnia
  • Galeria
  • Humor
  • Kino
  • Klub
  • Regulaminy
  • Remonty
  • Spotkania
  • StrefaKlubowa
  • Techniczne
  • Twoje konto

  • Forum/ Messageboard
    Co nowego na Forum MC

    Zlot MC - maj 2014 Sielpia
    Wysłano dnia 25-05-2014 o godz. 10:23:48 przez marcind

    Spotkania

    Majowy zlot Manta Clubu 2014 oczyma uczestnika.
    Termin ustalony, domki zarezerwowane, wpisowe za udział w zawodach zapłacone, Manta na chodzie. Jeszcze tylko przegląd, pakowanie i w drogę. I tu zaczyna się pod górkę, auto nie dopuszczone do ruchu – nieścisłości w dopuszczalnym nacisku na oś. Wpisowe na zawody szczęściem wycofane w całości, ale jak przejechać przez pół Polski (z Wrocławia do Kielc) bez ważnego przeglądu? Na pewno nerwowo, a to miał być wypoczynek, więc padła decyzja, że jedziemy dupowozem. Weekend poprzedzający spotkanie był dość pogodny, wszystko wskazywało więc na to, że wiosna rozgościła się w pełni. Bierzemy zatem trochę lekkich ubrań i w drogę. Jazda przebiegła bez przeszkód, ale też i bez atrakcji. Dupowóz ma swój przydomek nie bez przyczyny, on po prostu dowozi 4 litery na miejsce bez urozmaiceń – nuda. Na miejscu jesteśmy pierwsi – to dobrze, można ukryć auto między domkami i przynajmniej przez pierwsze kilka godzin udawać, że to nie nasze :) Szybko dołącza Bełchatów i Warszawa: „siema siema, gdzie Manta?” No cóż nie udało się zbyt długo utrzymać tego w tajemnicy... Nie przyjechaliśmy Mantą na zlot Manta Clubu, co za wstyd. Nasz honor podratowali trochę pozostali, którzy Mantę mają w garażach, w częściach, na zdjęciach lub dopiero w planach. Ale nie o posiadanie tutaj chodzi, lecz o pasję i hobby. Myślę, że nie starczyłoby Mant na chodzie w naszym kraju dla wszystkich obecnych na zlocie miłośników, co oznacza, że sentyment noszony w sercach jest trwalszy niż sam Opel. Rangę zlotu podnieśli kierowcy przyjeżdżający swoimi wypieszczonymi perełkami. McGregor, Adaśko, Balloon i MarcinD z Bast1. Tylko i aż tyle Mant przyjechało tego roku na zlot. McGregor i Adaśko nie chwalili się urozmaiceniami w czasie drogi, czego nie można powiedzieć o Ballonie. Jego targa zaczęła wydawać dziwne dźwięki w czasie jazdy, ale na szczęście dowiozła ich na miejsce przed zapadnięciem zmroku. Tradycyjnie zadziałał duch niesienia pomocy, bo mimo że nie każdy Mantę posiada, to każdy wie jakie dźwięki silnika są dopuszczalne, a jakie wróżą coś niedobrego. Zatem część ekipy zajęła się debatowaniem nad pracą silnika Balloonowej Manty, kiedy reszta rozgrzewała się przy grillach i lekkich trunkach. Im bliżej północy jednak, tym chłód dawał się coraz bardziej we znaki i trzeba było wymieniać trunki na cięższe, żeby podnieść nieco spadającą temperaturę gorącym chuchem :) Najdumniej wkroczyła na zlot Manta A Marcina i Agaty, bo na plecach jej osobistego tragarza – lawety. Tego dnia (piątek) Marcin z Agatą dołączyli do nas późno, bo trenowali na torze przed jutrzejszymi zawodami. McGregor raczej postawił na wypoczynek przed zmaganiami na torze, jako najlepszą formę treningu dla niego i jego wozu. I było w tym trochę sensu, bo Manta A odmówiła posłuszeństwa. Tutaj zadziałał duch koleżeństwa po raz kolejny, bo w środku imprezy Norbi (jakimś zbiegiem okoliczności nie pijący tego wieczoru) podrzucił Marcina do Bełchatowa po niezbędne części. W międzyczasie Balloon rozdał smycze klubowe, a YAQB klubowe podkładki pod tablice rejestracyjne. Część znalazło nowych właścicieli już tego wieczoru, część dotarła w sobotę, ale została także część, która wróciła z powrotem i teraz zostanie doręczona pocztą. Tymczasem biesiadowanie trwało nadal, kilka żon zostało delegowanych do usypiania dzieci, kiedy to szlachta Manciarska rozwiązywała nierozwiązywalne dotąd problemy polityczne, filozoficzne, teologiczne, aerodynamiczne i wiele wiele innych. My z Pauliną jesteśmy słabi w te klocki i odpadliśmy w okolicach jedenastej wieczór. Trochę z chłodu, a trochę ze zmęczenia musieliśmy odpuścić dalsze biesiadowanie tego dnia, wiele osób imprezowało jednak wytrwale, wliczając w to nocne naprawy Manty Marcina i Agaty. Poranek był wczesny i ciężki tylko dla biorących udział w zawodach tego dnia. My natomiast wylegiwaliśmy się do dziesiątej – w końcu to wypoczynek miał być, nie? Trzeba było jednak w końcu coś zjeść i pokibicować naszym w Miedzianej Górze. Na torze spotkało nas małe zaskoczenie – Manta Marcina i Agaty znów na lawecie. Okazało się, że nocne naprawy choć zakończone sukcesem, nie spodobały się pacjentowi i znów postanowił wypisać się z imprezy. Z tego tytułu Marcin kontynuował dalsze zawody z trybuny kibiców. Na polu walki został już tylko McGregor, trochę mu pokibicowaliśmy, niektórzy napili się czegoś ciepłego i postanowiliśmy wrócić do Sielpi i tam przywitać McGregora jako niekwestionowanego zwycięzcę. Po drodze z Miedzianej Góry do Sielpi zrobiliśmy mały skok w bok, żeby obejrzeć ciekawostkę przyrodniczą, jaką jest ponad stuletni Dąb Bartek. Jego konary podtrzymywane przez specjalne rusztowania, a środek pnia spróchniały i wypalony piorunem obrazują kawałek historii, jaka się tutaj wydarzyła. Z drugiej jednak strony drzewo jak drzewo, gdyby ktoś nie podpisał, nie odróżniłbym go od pozostałych, pięćdziesiąt lat młodszych dębów. Życząc Bartkowi zdrowia, zawinęliśmy żagle do Sielpi. Dziad przygotował dla zlotowiczów pokaz multimedialny, obejrzeliśmy zdjęcia z poprzednich imprez (motoryzacyjnych rzecz jasna), film z zeszłorocznego zlotu oraz film nawiązujący genialnie do tematu, czyli niemiecka superprodukcja z poprzedniego wieku pod tytułem „Manta Manta”. Przybyło jeszcze więcej osób, niektórych widziałem po raz pierwszych na żywo, do tej pory widziałem jedynie ich wpisy na forum. Rozpalono grille, syknęły piwa, polała się wódeczka, rozgorzały rozmowy, anegdoty ze świata motoryzacji, żarty, śmiechy i zabawa do rana. Udało mi się też nakryć ekipę, która zaszyła się w domku i tam przy grzejniczkach i wódeczce prowadziła zajęcia w mniejszej grupie. A ponieważ był to znakomity pomysł w ten przeszywający chłodem wieczór, dołączyliśmy do nich na jednego lub dwa (a skończyło się na czterech). Sobotni wieczór był najprzyjemniejszą częścią zlotu. Udało mi się poznać nowych ludzi, zapamiętać nawet kilka imion, zebrać dużo podpisów na pamiątkowej karcie, wydrukować, wypisać i rozdać dyplomy jako pamiątkę uczestnictwa. Przy okazji pogawędzić, wypocząć, zjeść, wypić i „poużywać”. Niedziela znów leniwa, choć z samego rana około jedenastej ktoś bardzo głośno się do nas dobijał po dyplom dla „dziecka zlotu”. Tak tak, mamy takie. Nasz zeszłoroczny zlot był dla jednej pary owocny w potomstwo. I chociaż osobiście nie widziałem bobasa, to jestem dumny, że nasze spotkania przynoszą tyle dobrego. Wstaliśmy, przywitaliśmy się z „rozchorowanym” towarzystwem, tu i ówdzie mały handelek częściami, zdjęcie pamiątkowe całej ekipy i niestety pora ruszać do domu. Szkoda, że tak krótko, trochę szkoda, że tak zimno. Super, że tak dużo ludzi, ekstra super, że atmosfera pozytywna i przyjacielska.
    Wrażenia spisał: jachu19 (Marcin Jasiński)

    Link do tematu na FORUM: KLIK

    Associated Topics

    Spotkania

    Przepraszamy, komentarze dla tego artykułu są niedostępne.
    Polecamy:


    Galeria rysunków Daniella


    EU - Manta Club

    Manta Club Belgium

    Manta Club Czech Republic

    Manta Club France

    Manta Club GB

    Manta Club Germany

    Manta Club Hungary

    Manta Club Nederland

    Manta Club Ukraina

    www.orgin.pl



     
         
    Web site powered by PHP-Nuke

    All logos and trademarks in this site are property of their respective owner. The comments are property of their posters, all the rest © 2004 MantaClub.pl
    Manciarze wszystkich krajów łączcie się!